Vic Frohmeyer cofnął się o krok i powiódł wzrokiem po twarzach sąsiadów. Odchrząknął, zadarł brodę i rzekł: .

- Nie twierdzę, że Ziemianie to istoty normalne, także dostrzegam mnóstwo paradoksów. Przede wszystkim jednak są użyteczni.. Zbliżał się do wioski. Postanowił wracać. Bardzo źle sypiał, ale nie miał do roboty nic lepszego, jak tylko pójść do łóżka. Skręcił w stronę domu.. Kaldaq nawet się nie oburzył. Niektórzy z jego podkomendnych mogliby zareagować gwałtownie, ale nie on. Kwestia temperamentu.. - Jakich stróżów? - spytałam niewolnika.. Poprzysiągł sobie, że bez względu na to, co zdarzy się w ciągu kilku następnych godzin, nie będzie błagał sąsiadów, żeby przyszli na przyjęcie, że się do tego nie zniży. Po pierwsze, i tak by nie przyszli, ponieważ byli już gdzieś zaproszeni. Po drugie, nie zamierzał dawać im satysfakcji powiedzenia: “nie”.. Prawdziwie obawiałem się natomiast o stan umysłu mego mistrza Ludwika. Odkąd dowiedział się, że jego ojciec wystawił na własny koszt i uzbroił oddział gwarków ze Złotej Góry, a także zamierzał osobiście wziąć udział w boju, biedny bakałarz chodził po Legnicy jak oczadziały, porwany jakimś chorobliwym entuzjazmem, i opowiadał o tym na prawo i lewo każdemu, kto chciał i kto nie chciał słuchać. Lękałem się, aby uniesiony religijnym szałem albo innym równie głupim porywem, nie wyruszył na pole walki, przeciwstawiając krzywym szablom barbarzyńców swoje bezsilne pacierze i delikatne dłonie duchownego. Nagabywany jednak przez mnie natrętnie w tej sprawie, w końcu oprzytomniał i uściskawszy mocno ucznia oznajmił, że zamierza wspierać jedynie modlitwą dzielnego rodzica i jego niemieckich górników. Odetchnąłem z ulgą, bo choć lekceważyłem po trosze mego mistrza i naśmiewałem się z niego w duchu, myśl o jego utracie była dla mnie niezmiernie przykra.. Zeszli po schodach, przecięli podwórko i zatrzymali się pod jednym z bloków więziennych, czekając na otwarcie bramy. Wyraz twarzy strażnika zdradzał, że wie o wszystkim. Nie zdziwiło to Rogana — w ciągu pół godziny dowie się o tym każdy więzień, każdy klawisz.. - W pewnym sensie. Przez pierwszy rok pracował siedemdziesiąt godzin w tygodniu. Myślę, że oni wszyscy tak postępują. To coś w rodzaju inicjacji. Rytuał, w którym udowadniają swoją męskość. Ale większości po pierwszym roku zaczyna brakować paliwa i przyhamowują do sześćdziesięciu lub sześćdziesięciu pięciu godzin. Wciąż pracują ciężko, ale nie jest to już ten samobójczy maraton nowicjuszy..