W powieściach ludzie fantastycznie bogaci są zawsze chciwi, żądni władzy, znerwicowani, znienawidzeni i nieszczęśliwi - zawsze nieszczęśliwi. Perot rzadko czytywał powieści. Był szczęśliwy. .

- Naprawdę wyśmienite, mamo, ale już nie mogę - westchnął przepraszająco.. - A gdzie są wasze kopalnie? - zapytał Mulvakkena.. Nie chodziło o to, aby się bać zbyt ostrej jazdy. Miał zresztą świadomość, że tego rodzaju ćwiczenie może mu tylko wyjść na zdrowie, zwłaszcza po tak ogromnym śniadaniu. Przyszło mu tylko do głowy, że lepiej by było, gdyby furgonetka nie udawała się na przykład do San Francisco albo gdzieś jeszcze dalej.. Kaldaq zerknął na przysadzistego ludka, ale nic nie powiedział.. . - Niekoniecznie właśnie to - mruknął Pete.. . Dumał nad zagadką znowu następnego ranka, siedząc przy śniadaniu w jadalni dla starszych oficerów. Lubił jadać wcześnie, zanim pojawiali się kapitan, pierwszy oficer nawigacyjny i inni, którzy pełnili poranną służbę. Miał dzięki temu czas, by zebrać myśli przed czekającym go dniem i zapoznać się z najnowszymi wydarzeniami opisanymi w „Dzienniku Międzyplanetarnym” - gazecie codziennej wysyłanej z Ziemi do statków i baz UNSA w całym Układzie Słonecznym. Lubił wstawać wcześnie również z innego powodu. Mógł wtedy rozwiązać krzyżówkę z „Dziennika”. Odkąd sięgał pamięcią, był krzyżówkowym maniakiem, swój nieuleczalny nałóg tłumaczył twierdzeniem, że poranne rozwiązywanie łamigłówek wyostrza umysł i przygotowuje do codziennych zadań. Nie był pewien, czy to prawda, ale nie przejmował się tym zbytnio... równie dobra wymówka jak inne. Tego ranka wiadomości nie przynosiły żadnej sensacji, ale Shannon z obowiązku przeczytał pobieżnie różne artykuły i z ulgą dotarł do strony z krzyżówką, akurat kiedy steward ponownie napełniał kawą jego filiżankę. Złożył gazetę na pół, potem jeszcze raz, oparł o brzeg stolika i rzucił okiem na hasła, jednocześnie szukając w kieszeni pióra. Nagłówek brzmiał: „Zagadka literowa «Dziennika Międzyplanetarnego» nr 786”.. Chłopiec ochoczo skinął głową, odwrócił się i pobiegł do przystani. Tymczasem Rogan i Hanna ruszyli pod górę, idąc obok siebie wąskim, krętym szlakiem wiodącym pośród namokłych, więdnących paproci. Po jakimś czasie ścieżka zwęziła się jeszcze bardziej i Hanna wyprzedziła Rogana, służąc mu za przewodnika. Sean przyglądał się, jak wchodzi, zgięta wpół, po zboczu. Dziewczyna odwróciła głowę uśmiechając się do niego i Rogan aż zdumiał się, że jest taka piękna..