Jego słowa spotkały się z pomrukiem aprobaty kilku ziemian. W sali zapanowała nagła cisza. Ganimedzi znów sprawiali wrażenie zaniepokojonych i popatrywali po sobie, jakby mając nadzieję, że ktoś inny zdejmie z nich ten ciężar. .

223. Ziemskie majątki szlachty są ogromne. Przemierzenie ich konno trwa często kilka dni. Do każdego majątku należą tysiące chłopów pańszczyźnianych, którym przeznaczono niewielkie poletka do uprawy na własne potrzeby, a dla właściciela muszą odpracować określoną ilość dni. Rządcy majątków, zwykle bardzo wierni swoim panom, władają jak książęta. Ich dziedzic piastuje rządowe stanowisko w Lhasie i nie ma czasu troszczyć się o swoje włości, a w nagrodę za szczególne zasługi otrzymuje coraz to nowe połacie ziemi. W ten sposób niejeden szlachcic staje się z biegiem czasu właścicielem nawet dwudziestu olbrzymich farm. Ale równie szybko może je stracić. Gdy popadnie w niełaskę, wszystkie jego posiadłości przechodzą ponownie na własność państwa. Jednak mimo to istnieją rody, które już od setek lat siedzą w swoich zamkach, i noszą nazwiska identyczne z nazwą danego regionu. Ich twierdze, zbudowane zazwyczaj przez przodków na skałach, górują nad dolinami. Wznoszone na równinach, otaczane były fosami, które rzecz jasna dawno już wyschły i dziś są puste. Stara broń, przechowywana w zamkach, świadczy o waleczności przodków, którzy nieustannie musieli bronić się przed Mongołami niosącymi mord i pożogę.. Frank Herrera siedział obok przewodniczącego składu, czytał analityczne opracowania w „The Wall Street Journal” i od czasu do czasu zamieniał parę zdań z Jerrym Fernandezem, który naprzeciwko niego szacował ostatnie typowania bukmacherów z Las Vegas, dotyczące wyników sobotnich rozgrywek ligi uniwersyteckiej. Tylko Nicholas Easter chętnie włączał się do kobiecych rozmów, a tego dnia po cichu dyskutował na temat przedstawionych im opinii ekspertów z Loreen Duke, pulchną, niezwykle jowialną Murzynką, sekretarką z pobliskiej wojskowej bazy lotniczej Keesler. Jako sędzia przysięgły numer jeden kobieta siadała w ławie obok Eastera i często się zdarzało, że nawet w czasie posiedzeń oboje porozumiewali się szeptem, podczas gdy wszyscy pozostali słuchali w milczeniu. Loreen była trzydziestopięcioletnią rozwódką z dwojgiem dzieci, bardzo zadowoloną ze swojej państwowej posady, której za żadne skarby nie chciała stracić. W tajemnicy wyznała Nicholasowi, że gdyby nie pojawiała się w bazie nawet przez rok, pewnie i tak nikt by na to nie zwrócił uwagi. On zaś opowiadał jej ze szczegółami o wcześniejszych procesach wymierzonych przeciwko wytwórcom papierosów, przy czym zaznaczył, że te właśnie sprawy były obiektem jego szczególnego zainteresowania w ciągu zaliczonych dwóch lat studiów prawniczych. Wyznał, że musiał zrezygnować z dalszej nauki ze względów finansowych. Oboje uważali też pilnie, aby ich rozmowy nie dotarły do uszu czujnego Hermana Grimesa, który na szczęście był teraz zajęty ogrywaniem swego brajlowskiego komputera.. Użytkowanie innych bogactw naturalnych Tybetu wygląda podobnie. Mika, żelazo, miedź, srebro i inne minerały dostarczane są corocznie do Lhasy jako tradycyjna danina. Ale nikomu nie przyjdzie na myśl, aby rozbudować przemysł lub wykorzystywać naturalne skarby na własny użytek. Nikt nie chce niepokoić duchów ziemi i wszyscy obawiają się kary w postaci podziemnych wstrząsów. Potrzebne w mennicy płyty miedziane, lepiej sprowadzać z Indii długą, trwającą kilka tygodni drogą przez góry, podobnie jak stare żelazne amortyzatory kolejowe, przeznaczone na miecze. Zamiast wydobywać z ziemi węgiel, suszy się na opał odchody jaków i koni. Nawet złoża drogocennej soli kamiennej pozostają nienaruszone, bo bezodpływowe jeziora Czangthangu dostarczają jej przecież w wystarczającej ilości. Corocznie tysiące ładunków soli wymienia się na ryż w Butanie, Nepalu i Indiach. Ropa naftowa tryska z otwartych bajor i ludzie napełniają nią swoje kopcące lampy. Być może tu i ówdzie znalazłby się jakiś przedsiębiorczy Tybetańczyk, który marzy, aby wzbogacić się na wydobywaniu skarbów. Ale nikt nie ma odwagi zrobić pierwszego kroku. Ci ludzie instynktownie czują, że gdyby rzucili wyzwanie swym potężnym sąsiadom, byłby to kres ich spokojnej egzystencji. Własny majątek lokuje się raczej w handlu rzeczami mniej wstrząsającymi światem.... Po raz pierwszy wyszła za mąż w wieku dziewiętnastu lat, pozostało jej z tego małżeństwa dwóch synów bliźniaków, obecnie dwudziestoletnich. Jeden pracował na platformie wiertniczej w Zatoce Meksykańskiej, drugi studiował na jakiejś uczelni. Odznaczali się bardzo zróżnicowanymi charakterami. Ojciec odszedł, kiedy mieli po pięć lat, i matka musiała sama ich wychowywać.. - Nie, nie odrzucam, zapewniam cię. I to pasuje jako hipotetyczna sytuacja. Ale, Joan, Rob Westerfield był w garażu tego ranka, kiedy klęczałam nad ciałem Andrei. Słyszałam jego oddech i słyszałam... trudno to wyjaśnić. Chichot to najlepsze określenie, jakie przychodzi mi na myśl. Dziwny, dyszący odgłos, który słyszałam już wcześniej, jak Rob go wydawał.. Pani Berta była z gruntu dobrą niewiastą i z pewnością stosowało się do niej osiem łacińskich słów określających kobiecą doskonałość, jakimi są: posłuszna córka, łagodna małżonka, wyrozumiała gospodyni i pożyteczna matka, wiadomo bowiem, iż prawdziwym tronem niewieścim jest łoże połogowe. Ponieważ okazałem się niezastąpiony jako domowy lekarz, przyjęła mnie pod swój dach z radością, aczkolwiek miejsce do spania po dawnemu wypadło mi przy kuchni, czym dawała delikatnie do zrozumienia, że mimo wszystkich moich zasług, nadal nie traktuje mnie na równi z własnym potomstwem. Miało to jednak swoją dobrą stronę. Zaprzyjaźniwszy się prędko z jowialną kucharką Friedą i głupawym podkuchennym Karlem, awansowałem na głównego w rodzinie znawcę ziołowych przypraw i arbitra wybornego smaku. Ogromnie żałuję, że nie mogę poświęcić tej kuchennej parze więcej miejsca, obawiam się jednak, iż na opowiadanie historii każdego spotkanego przeze mnie człowieka nie starczyłoby inkaustu ani pergaminu. I z pewnością także czasu, którego nie mam w nadmiarze. W domu Turyngów o zbyt wielu rzeczach nie mówiło się głośno, ja jednak doszedłem drogą żmudnych dociekań, że niedorozwinięty kuchcik, uchodzący za kuzyna Friedy, był w rzeczywistości jej synem, spłodzonym pokątnie i w niezbyt budujących okolicznościach. Żyję już wystarczająco długo, aby wiedzieć, że każdy człowiek na tym smętnym padole ma do opowiedzenia własną, nierzadko ciekawą historię. Drogi czytelnik pozwoli więc, że skupię się na mojej.. Z dołu zaczynał dobiegać cichy śpiew. Rozpoznałem czysty, srebrzysty głos Medei, przenikający ciszę i mrok. Śpiew wzmagał się jak woń kadzidła, rozbrzmiewając wśród potężnych, nie kończących się kolumn Secaire..