Korath wiedział jednak, co robi. Oszołomieni chwilowym sukcesem Sspari skupili się na ataku. Statki Wspólnoty wyłoniły się tymczasem po drugiej stronie planety i nim obrońcy połapali się, że to podstęp, siły desantu były już na powierzchni. .

Nie była to prawda, ale zrobi to, zanim dzień się skończy.. Wieloletnia praktyka polowania na okazje nauczyła Alvirah manewrowania ciałem pomiędzy sklepowymi ladami, tak by nie rozjuszyć konkurentów. Dzisiaj ta metoda zdała doskonale egzamin. W ciągu kilku sekund znalazła się w dziale, gdzie stały wysokie stosy pudełek z ramkami, a przed każdym z nich jedno otwarte pudełko z określonym wzorem. W mgnieniu oka dostrzegła taką samą ramkę, jaką otrzymała Nora.. Miałam nadzieję, że uda się z niej pobrać próbkę DNA Roba. To będzie ostateczny dowód, że peruka należała do niego.. - Mamy przyjaciół w Rezaiyeh - odezwał się Simons. - Wolelibyśmy być zaprowadzeni do nich, niż do przywódcy miasta.. — To dobrze, że jesteś już w mieście — powiedziała, kiedy się przedstawił. — Czy możesz przyjechać od razu? Są tu jacyś ludzie, ale zaraz wychodzą. Chciałabym tę decyzję w sprawie sprzętu podjąć z namysłem i bez pośpiechu. Która jest teraz godzina? Dopiero co przyleciałam z Kalifornii.. Był to przyboczny księcia, Jan Iwanowic, który uszedł z pola walki samowtór ze swym saskim giermkiem Lucmanem. Obaj byli od stóp do głów zbryzgani błotem i krwią. Choć na ciele rycerza można się było w świetle pochodni doliczyć co najmniej dwunastu ran, silny jak tur mężczyzna stał krzepko na nogach i odpychał podtrzymujące go ramię troskliwego sługi. Mówił też całkiem składnie. Dowiedzieliśmy się, że nasza armia rozbita i w pień wycięta. Z boleścią wspomniał o śmierci sławnych rycerzy, jego druhów serdecznych, których imiona powtarzali wszyscy z nabożeństwem: wojewoda głogowski Klemens, Stefan z Wierzbna i jego syn Andrzej, Tomasz Piotrkowic, Piotr Kusza, zwany tak, gdyż potrafił najprędzej naciągnąć cięciwę nowomodnej morderczej machiny. Wypytywany o księcia, Jan załkał z żałością i oświadczył, że chociaż pokojowiec Rościsław podprowadził Pobożnemu świeżego konia, wrogowie obstąpili wodza tak gęsto, że nie udało się go wydobyć z bitewnego ścisku. Ostatnim obrazem, jaki ujrzał jego wierny rycerz, była tatarska dzida wbijająca się w lewy bok księcia, po czym nasz pan opuścił miecz do tej pory siekący wrogów i runął z konia na ziemię. Po chwili barbarzyńcy unieśli z triumfalnym wrzaskiem do góry jego przepiękny hełm z czarnym orłem. Wówczas poczciwy Lucman, rąbiący na prawo i lewo toporem jak zmyślny drwal, wyciął swemu panu niby w leśnym gąszczu drogę ucieczki. Jan dodał na koniec, pewnie by pocieszyć najbardziej zbolałych, że przecież nie wszystko stracone, na zamku pozostała wszakże zbrojna załoga, może też Czesi i Mazowszanie przyjdą wreszcie z pomocą. Jego słowa przyjęto z wielkim aplauzem, strwożeni ludzie czepiali się bowiem każdego błysku nadziei..